mam 22 lata i jestem mamą 6miesięcznego synka. jest on cudownym dzieckiem ale ja nie potrafię sie niczym cieszyć. Ledwo wstaję rano z łóżka, nie chce mi sie ubierać najchętniej cały dzień spędziła bym w piżamie. Przestałam dbać o siebie, mam wrażenie że nic mi się w życiu nie udaje. Straciłam ponad 5 kg w miesiac i nie mam apetytu, potrafię całe dnie żyć tylko na obiedzie,a dodatkowo karmię małego piersią.wieczorami płaczę w poduszkę a w ciągu dna wybucham bez powodu krzycząc i płacząc.mąż wysyła mnie do lekarza ale ja nie mam z kim zostawić dziecka. proszę poradźcie mi jak mogę sobie sama pomóc. czy jest w stanie coś mi pomóc wyjść z tego?:(
~paula
- 13:36 11-11-2008
witaj.
mam 24 lata i rok temu zachorowalam na nerwice depresyjną.Nie mam jeszcze dzieci ale myslę że u Ciebie pojawiła się depresja poporodowa.Kiedy pojawiła się depresja obiawy były takie same jak u Ciebie.Przestalam dbać o siebie nic mnie nie cieszyło i przeleżałabym cały dzień w łóżku i do tego miałam jeszcze natrętne myśli.Moja imienniczko powinnaś poszukać pomocy.Ja próbowałam sama stanąć na nogi i wziąść się w garść ale nie do końca się mi to udało.Dużo pomaga druga połowa ale potrzebna jest też pomoc osób które pracują z tym tematem.PAULINA NIE ZWLEKAJ I UDAJ SIĘ DO LEKARZA.NAPEWNO TWÓJ MĄŻ PRACUJE ALE POROZMAWIAJ Z NIM ABY WZIAŁ DZIEŃ WOLNEGO I ZOSTAŁ Z DZIECKIEM.A JAK NIE TO POPROS KOGOŚ Z RODZINY LUB ZAUFANĄ KOLEŻANKĘ.SPRÓBUJ SZUKAĆ POMOCY U PSYCHOLOGA.JA CHODZILAM DO PSYCHIATRY ALE NIE MAM DOBREGO ZDANIA.ZREZYGNOWALAM BO FASZEROWAL MNIE LEKAMI KTORE POMAGALY NA CHWILE.CHODZĘ NA TERAPIE INDYWIDUALNĄ I TO JEST LEPSZE OD LEKÓW A TY PRZECIEŻ KARMISZ PIERSIĄ.TRZYMAJ SIĘ.WYJDZIESZ Z TEGO
~nadzieja
- 12:10 12-11-2008
hej.rok temu sama zachorowałam na depresje i wiem co czujesz.ale najważniejsze jest żeby się zgłosić do odpowiedniego lekarza i żęby mieć grupę osób która zawsze będzie Cię wspierać . trzymaj się :):):)
~jola
- 14:58 20-11-2008
bardzo podobał mi się komentarz Pauli. rzeczywiscie nie jeste zwolennikiem chodzenia do psychiatry, ponieważ-zwłaszcza Ci w przychodniach czyli bezpłatni-nie prowadzą żadnego wsparcia psychicznego, tylko przepisują leki i odsyłają jakby sie chcieli pozbyć problemu. psycholog to rzeczywiscie dobre wyjście. nie moze przepisywać leków, więc pomaga tym, co najlepsze-prawdziwym wsparciem. jak ma się takiego psychologa z prawdziwego zdarzenia, to nauczy jak samemu sobie radzić z trudnościami. możesz także skorzystać z internetowych spotkań z psychologiem. wymiana maili to ostatnio bardzo popularne-i nie trzeba wychodzić z domu. tylko trzeba dobrze sprawdzić, żeby się nie naciąć na jakiegoś oszusta. pozdrawiam i trzymam kciuki
~WIKI
- 21:46 15-03-2009
CZEŚC MAM W DOMU CHORĄ NA DEPRESJE TEŚCIOWĄ.TO JEST JEJ 4 ATAK W JEJ ŻYCIU BYŁA W SZPITALU PSYCHIATRYCZNYM ALE JEJ STAN ZDROWIA SIĘ NIE POPRAWIŁ WIĘ JEST ZNÓW W DOMU.JEJ GŁÓWNYM POWODEM CHOROBY JEST ALKOHOL NADMIERNE JEGO NADUŻYWANIE A DODATKOWO MAM DWOJE MAŁYCH DZIECI KTÓRE NA TO WSZYSTKO CODZIENNIE PATRZĄ.JAK MAM JEJ POMÓC BO LEKARZE JAK NARAZIE OD PÓŁ ROKU JESZCZE NIC SĘSOWNEGO NIE WYMYŚLILI A DO ZAKŁADU WIĘCEJ JEJ JUŻ NIE ODDAM.JEŚLI KTOŚ MA JAKIŚ SPOSÓB TO BARDZO PROSZĘ POMÓŻCIE MI
nieszczesliwa
- 17:49 28-03-2009
Mam 31 lat i mam dość mojego męża.Pije,nieraz bije,albo włóczy się po barach albo dyskotekach.Lubiłam z nim wychodzić,ale on mi robi teraz na złość co to on nie może.Poniża mnie.Jak przetrwać ten problem,jeśli on nie dopuszcza do siebie myśli,że jest alkoholikiem?Kocham go niestety i trudno mi odejść.
Anka_
- 21:30 03-04-2009
hmhm....leczyc sie musi juz teraz
Anka_
- 21:58 03-04-2009
droga ''nieszczesliwa''..to choroba trzeba leczyc go zanim bedzie za pozno...milosc to za mało zeby sie meczyc....zobaczysz ...wspomniesz mnie...
~gazela
- 08:50 06-04-2009
mam ciężką nerwice,wogóle na nic nie mam ochoty, ciągle tylko chodzę po domu i płaczę bez powodu. Co robić?
~abigail
- 16:32 13-04-2009
choruję już 18 lat i mam coraz mniej siły do walki.Niestety gdy zachorowałam miałam już dwoje dzieci i tylko one trzymały mnie przy życiu.Z powodu choroby straciłam pracę srodowisko moje odwróciło się ode mnie.Choroba dręczy mnie nawrotami w czasie których jestem bez siły płacząca niezorganizowana. Cudem i niezwykłym samozaparcim pracuję-muszę mieć żródło utrzymania .Czasem żałuję że nie popełniłam samobójstwa - moje dzieci już pogodziłybysie z tym,a ja i tak jestem zła matką.Mąż na pewno już zdążłby znaleść sobie osobę która dałaby mu więcej szczęścia niż stale płacząca,zaniedbana żona która nigdy nie ma ochoty na seks,ani na nic innego.To wszystko nie ma sensu,niepotrzebnie zwlekałam.Wyalienowana i niezrozumiana nie mam już siły dalej borykać się,nie mam siły.Bardzo przepraszam
~Anka
- 18:26 17-04-2009
Chyba mam depresje. Nie wiem co się ze mną dzieje. Od jakiś 2 miesiecy jestem cały czas przygnębiona, dobija mnie prawie wszystko. Potrafię bez powodu lub z błahego powodu wszcząć wielką awanturę z moim chłopakiem, podczas któej padają straszne słowa z mojej strony. Nawet nie jest mi przykro w trakcie, że to mówię, mam to gdzieś. Niechętnie wstaje do pracy, a najbardziej mnie cieszy (jeśli w ogóle mnie coś cieszy teraz) jak wracam do domu. Kiedy mam wolne to snuję się całymi dniami w piżamię albo w dresie, nie wychodze z domu. Kiedyś lubiłąm chodzić po sklepach, spotykać się z ludźmi. Teraz nie odczuwam takiej potrzeby. Najchętniej siedziałabym sama w domu. Nie lubie swojejgo ciała, dobijają mnie włosy. Potrafię się strasznie zdenerwować podczas suszenia włosów. Kiedyś aż się popłakałam. Mam wrażenie że robię się nienormalna, nie wiem jak mam sobie pomóc.
~aga
- 17:50 21-04-2009
mam 14 lat. wszystko mnie dołuje. nie chce mi sie zyc mam problemy w rodzinie i w ogole ciezko mi. co zrobic cy moje zycie nabralo ssensu .? wiem ze jestem jeszcze mloda ale duzo przeszlam moze nawet wiecej niz niektory z was ;(
~Marzena
- 14:34 23-04-2009
Ja mam to samo mm 21 lat mam śliczną 9 miesięczną córeczke.Brałam leki przeciw depresyjne po 4 miesiącach lekarka mi odstawiła,ale depresja i tak nawraca:(z własnego doświadczenia wiem żeby jak najwięcej czasu spędzać z ludzmi,nie siedzieć samemu,wychodzić na spacery to troche pomaga.Oglądać komedie,czytać ulubione gazety,spróbować pokonać tą diabelską depresje
~gość
- 14:49 23-04-2009
i jestem tego samego zdania o psychiatrach co inni,oni tylko faszeruja lekami i to wszystko żadnego wsparcia.Najlepsze sa trapie u psychologów.Rownież zalecam picie melisy i dziurawca pomaga to wyciszyć i uspokoić 3majcie się kobietki pamiętajcie niejesteście same.Ja mkam na tyle żle że nikt z moich bliskich mnier niewspiera tylko patrzą się jak na wariatke i w kułko słysze tylko Marzena weż się w garść,masz za dobrze itp.Kto tej choroby nieprzeszedł nie zrozumie
Petra
- 10:23 26-04-2009
Ja w sytuacjach nerwowych czy to w domu czy w pracy wspomagam się ziołowymi kapsułkami uspokajającymi Nervomix. Naprawdę to pomaga. Wypróbowałam już kilka preparatów ziołowych i z wszystkich jak dla mnie najskuteczniejszy jest właśnie ten. Oczywiście w przypadku silnej nerwicy czy depresji ziołowe leki nie wyleczą ale zawsze można spróbować pomóc sobie chociaż trochę.
~nieznajoma
- 15:44 26-04-2009
ja man tez chyba depresje tez czesto potrafie plakac i ona mi sie chyba trzyma przez pare lat ja mam juz 22 lata a wczesniej juz mam problem tez wszystkiego sie wstydze nie rozmawiam tak duzo mam osobie zle mysli czuje ze nic nie moge zrobic nic mi nie wychodzi wczesniej zdawalam mature niektore zdalam a nie ktore nie chcialam bym jeszcze raz pisac ale musze dobrze jeszcze raz sie przygotowac i tak nie wiem czy teraz znowu uda mi sie jak zawsze mam pecha na prawko sie zapisalam i nie wiem co bedzie chce bardzo zdac ja jestem stresowa chce w koncu cos osiagnoc jak mam sobie pomuc prosze myslalam zeby sie zapisac na jakas terapie moze pomoze nie wiem pomocy mam czasami takiego dola i tez staram sie czasami myslec pozytywnie pomocy
~kamil
- 00:23 27-04-2009
jestes bardzo wartosciowa osoba tak wyglada z opisu wiem ze cze czasm nic nie cieszy kladziesz glowe w poduszke i bijesz sie z wlasnymi myslami to co lubisz lub lubialas staje siesmierdzace trzymaj sie kobieto bo ktos liczy na CIEBIE
~gość
- 16:17 27-04-2009
jak jestem wkurzona to mysle za duzo potem plakac mi sie chce wczoraj plakalam nawet nie wiem z jakiego powodu czsem mi sie zdaza a nawet czesciej pomozcie pliss nie wiem co robic jak jestem mocno wkurzona to rece mi sie trzesa
~magda
- 16:42 27-04-2009
czesto mysle o kolezankach co mi zrobily lub nie chca sie ze mna kolegowac jedna mi tak zrobila nawet dobrze szlo raz sie poklucilysmy potem sie pogodzilysmy a teraz nie chce mnie widziec i rozmawiac a probowalam nawet z nia przez kom gadac to nie odebrala wogule pisalam z nia sms zazwyczaj jest tak jak ja jestem z nia to zas inne osoby przychodza gadaja na rozne tematy ja tez gadam ale wole z nia osobno i jak juz sa te inne osoby to dalej gadaja mnie sie juz nudzi to mniej gadam z nimi i wtedy jestem taka wkurzona tak jak by mnie olewala nie gada ze mna tylko z nimi a do mnie nawet sie nie odezwie bo jest zajeta rozmowa tylko i to mnie wkurza najczesciej jest tak w szkole potem przychodze do domu i tez jestem wkurzona nie moge sie zrelaksowac ani uspokoic glowa mnie boli zimno mi jest z tego sprobowalam wziac jakies tabletki nawet pomogly ale teraz nie biore pilam wczoraj melise troche chyba pomogla ale to jeszcze nie jest to nie moge sie wogule czasem skupic na zajeciach praktycznie wcszystko mnie wkurza momozcie prosze bo nie wiem co mam zrobic z tym problemem jak by co to prosze o kontakt pod nr 669589138
~monika
- 23:54 01-05-2009
ale wogole co ty mowisz. ale wiedz ze ten stan mozesz zmienic tylko daj sobie pomoc idz do psychologa. Jak ty wogole mozesz mowic ze dzieci by juz o Tobie zapomialy ze moz znlazl by sobie kogos innego. No co ty dzieci napeno Cie kochaja i nie wyobrazam sobie co one by przezyły gdyby sobie cos zrobila. Ja wiem ze gdyby moja mama sobie cos zrobiła to ja bym napewno psychicznie tego nie wytrzymał. Zrujnowała by mi tym moje zecie. Ty jesyes im potrzebana i nie mysl tylko o sobie (bo to wlasnie jest samobojstwo)tylko zabieraj sie do psychologa i i niech dojdzie do Ciebie to ze ty masz sla kogo zyc. Powodzenia i marsz do lekarza
~monika
- 23:56 01-05-2009
ten komentarz byl do abigali :)
~gość
- 11:32 05-05-2009
ja mam 24 lata i jestem mamą półtora rocznego synka jestem sama, rozwiodłam się. ciężko przeżyłam ten rozwód i czasami mam już wszystkiego dosyć. wszystko co zaczynam robić nie kończe i to mnie najbardziej wkurza nie wiem jak się zmobilizować do osiągnięcia swoich zaplanowanych celów czasami najchętniej bym znikneła.
tomekk2111
- 23:59 07-05-2009
Nie poddawać się to nie koniecznie znaczy walczyć z zaciśniętymi ustami do utraty tchu, to przeważnie małe małe ale systematyczne "kroczki".Każdy najmniejszy krok jest próbą i za razem doświadczeniem ,który zbliża nas do celu, nawet krok nie trafny ma znaczenie bo mówi, że nie tędy droga.Ja staram się łagodzić stres i depresję po przez większą tolerancję, uśmiechanie się do życia :) ,ruch na świeżym powietrzu(najlepiej w gronie przyjaciół)
Rano najlepiej pomaga mi pozytywne nastawienie i gimnastyka np.szybkie ruchy bioder na boki (jest to ćwiczenie ,które daje mi rozluźnienie i energię). Trzymaj się.Trzymam kciuki.
~gość
- 08:02 08-05-2009
Oczywiście, jeżeli czujesz,że sytuacja Cię przerasta, koniecznie trzeba się zgłosić do psychologa lub psychiatry.W sytuacjach głębszej depresji,pozytywne podejście i ruch (np. na świeżym powietrzu czy gimnastyka) może nie wystarczyć.Ale według mnie zawsze warto szukać pozytywnych stron i uśmiechać się do życia ,chociaż często mi to nie wychodzi :) Pozdrawiam.
~justicae
- 20:33 11-05-2009
Witajcie
Chciałabym się z wami czymś podzielić.
Stwierdzono u mnie jakiś czas temu przewlekłą depresje. Mój stan był naprawdę poważny, straciłam jakąkolwiek chęć do życia, a właściwie to marzyłam tylko o tym żeby się zabić, ale nie umiałam tego zrobić. Kilkakrotnie siedział z żyletką w ręku, nacinałam nawet trochę skórę, ale na szczęście coś mnie powstrzymywało. Mój dzień wyglądał tak, że wstawałam około godziny 14 lub 15 szłam coś zjeść, obejrzałam coś w telewizji i szłam spać dalej. Konsekwencje były takie, że straciłam wszystkich znajomych, zawaliłam studia, a na koniec doprowadziłam do tego, że nie mogłam już wyjść normalnie z domu bo paraliżował mnie strach. Bałam się wszystkiego, a przede wszystkim innych ludzi ich wzroku, tego co sobie o mnie pomyślą. Zostałam całkowicie sama, moja rodzina nie rozumiała co się ze mną dzieje, uważali że jestem leniwa i do niczego się nie nadaje. W końcu postanowiłam pójść do psychologa, niby trochę pomogło ale marzenie o śmierci nie przemijało. Potem był psychiatra i leczenie farmakologiczne. Z początku myślałam, że to jest to budziłam się szczęśliwa, byłam aktywna, ale niestety tylko chwilowo. Mój organizm szybko przyzwyczaił się do leków i wszystko wróciło do poprzedniego stanu. Aż w końcu stał się cud !!! To co teraz napisze może wydać się wam naiwne, pewnie jakiś czas temu sama bym tak pomyślała,ale proszę przeczytajcie to do końca. Poznałam któregoś dnia bardzo sympatyczną osobę, o dziwo potrafiłam z nią rozmawiać i nie przerażało mnie to. W pewnym momencie ta osoba wyciągnęła Biblie. Od razu pomyśłam sobie, o nie jakiś nawiedzony, który teraz będzie mi mówił że to przez to że co niedzielę nie chodzę do kościoła, że nie przestrzegam postu itd. Ale tak się nie stało. Czytał tylko pewne fragmenty a potem razem dyskutowaliśmy na ich temat. Byłam zdziwiona, że w Biblii jest tyle wartościowych wskazówek na temat zwykłego codziennego życia (dodam tylko ze nie znałam Biblii, poza tym co tam kiedyś słyszałam w kościele) Najcenniejsza informacja była taka, iż zeby nawiązać kontakt z Bogiem nie potrzebuje żadnych pośredników (w domyśle ksiądza itd), że nie musze modlić się do kogoś o wstawiennictwo u Boga, gdyż dla Niego wszyscy jesteśmy równi i tak samo wartościowi, że moja modlitwa jest tak samo ważna jak np papieza. W przeszłości w kościele katolickim czułam się bardzo zagubiona i przytłoczona różnymi obowiązkami, bez których według kościoła czekało mnie potępienie. Zraziłam się wtedy i wycofałam z chodzenia do Kościoła. Dzięki tej osobie dowiedziałam się że chrześcijanie to nie tylko katolicy, że jest bardzo dużo chrześcijańskich wspólnot i Kościołów w każdym mieście. Ja trafiłam do takiego Kościoła i to zmieniło moje życie. Poczułam, że ktoś mnie kocha, że nigdy nie jestem sama i że kiedy tylko poproszę Bóg mi pomoże. Poznałam tam wspaniałych ludzi, szczerych, uczciwych, uśmiechniętych. Razem modliliśmy się o uzdrowienie dla mnie. I może trudno w to uwierzyć moja depresja minęła, a ja nawet nie wiem kiedy. Zdobyłam prawdziwych przyjaciół, których ufam ponad wszytko, skończyłam studia, wkrótce wychodzę za mąż, jestem szczęśliwa pogodna pełna energii i wiem, że wszytko to jest zasługą mojego najlepszego przyjaciela, opiekuna, nauczyciela - Jezusa Chrystusa. Bez niego moje życie nadal wypełnione by było pustką i ciemnością.
Nie wiem jak odbierzecie to moje wyznanie, ale proszę nie skreślajcie od razu tego co napisam, proszę przemyślcie to. Moim pragniem jest by pomagać innym ludziom, którzy cierpią z powodu depresji, bo wiem co to znaczy i wiem jak trudno samemu sobie z tym poradzić. Jeśli chcielibyście o tym porozmawiać - możecie do mnie napisać mój email to mkm58@wp.pl lub gg 6908437
Pozdrawiam was gorąco
Nie poddawajcie się - bo z każdej sytuacji jest wyjście :)
~E
- 10:27 12-05-2009
Droga Abigail,
nie przepraszaj, bo i za co?
i nie porzucaj nadziei... 18 lat to szmat czasu ale... wierze ze masz na tyle sily by z tego wyjsc.
Wykrzesaj jeszcze troche sily i popatrz na otaczajacy swiat z innej perspektywy. Nie poddaj sie! jeszcze bedzie pieknie. ja sie nie poddam!
pozdrawiam Cie bardzo serdecznie!
~E
- 10:37 12-05-2009
PS moze i kiczowato brzmi to co napisalam bo latwo napisac a co o realizacji to gorzej... ale ja, mimo ze Cie nie znam, jakos tak, że wierze w Ciebie
(jak chcesz to daj znac jak leci, nic nie poradze, bo niestetyn ie mam takich mozliwosci, ale czasem pomaga jak zrzuci z siebie co na duszy lezy friedal@o2.pl :-)
~porzucona
- 16:24 13-05-2009
Kilka tygodni temu zostawił mnie mężczyzna mojego zycia.... zadzwonił do mni ei powiedział że nie będzie się odzywał prze zjakiś czas i że nie mam dzwonić do niego, bo on musi sobie wszystko przemyslec. zatkało mnie i się popłakałam.
odezwał się po dwóch tygodniach i było dobrze, rozmawialiśmy, zapytałam czy będzie już się odzywał powiedział,ze tak.... a on od dwóch tygodni znów milczy....
nie wiem co robić...
jestem znerwicowana, smutna, ciagle płacze, nie moge rano wstać z łózka... wstaję bo musz edo pracy iśc, w pracy tez wszystko mnei denerwuje, ciągle się wkurzam i sprawdzam co 10 minut komórkę.... sprawdzam czy nie zadzwonił...
co robić?
jak się pozbierać?
~Bella
- 21:03 15-05-2009
Jestem od jakiegoś czasu przygnębiona i mało rzeczy mnie cieszy.Chyba od 1,5 roku czuję się jakbym była zawieszona w próżni.Mam chłopaka, skończone studia i prace (której nie znoszę) i wszyscy mówią że powinnam się ciszyć bo każdy na moim miejscu...że mam dużo i jestem kapryśna, rozpieszczona. Mój chłopak ma depresję już od roku (związana z pracą) i jest mi ciężko, bo boję się że nie wyjdzie z niej. Nie do końca rozumiem to zjawisko, bo czasami wydaje mi się że wystarczy wziąć się w garść i coś w życiu zmienić.A z drugiej strony jakoś nie mam siły ani motywacji. Odczuwam stagnację. Cieszę się chwilę tylko gdy kupię nowy ciuch albo gdy sprawy toczą się po mojej myśli. Mój chłopak narzeka że nie umiem go wspierać i że sama jestem taka negatywna i niezadowolona. Ja z kolei myślę to samo o nim. Czuję się jakbym była nie na swoim miejscu- nie te miasto, nie ta praca... Zastanawiam się czy może obydwoje nie wpływamy negatywnie na siebie i nie pogłębiamy tego stanu? Z boku patrząc wszystko gra tylko skąd ten problem? Czuję się zmęczona, nie chce mi się wstawać do pracy, nie chce mi się poznawać nowych ludzi. Sama nie wiem czy problemem nie jest związek? Z drugiej strony jest mi dobrze z moim chłopakiem i nie myślałam o zmianie- tylko pojawiły się ostatnio takie kłótnie... No i regularnie płaczę- raz w tygodniu.Czy to depresja? Co robić?
~maria
- 21:19 21-05-2009
tez mam ten problem wyglada to jak takie wielkie lenistwo a ja nie mam sily i nic mi sie nie chce nawet umyc glowe robie to co musze ja co jakis czas biore sulpiryd ten lek nie uzaleznia
~gosc
- 20:13 25-05-2009
mam podobny problem..
~gość
- 18:20 29-05-2009
Podobnie jak Ty cierpię na depresję. Nie znam Cię, ale szkoda mi Ciebie, dobrze Cię rozumiem. Po przeczytaniu Twojego listu nie mogłam się powstrzymać aby do Ciebie nie napisać. radzę Cię abyś zmieniła swoje życie, spawiła sobie jakąś przyjemność. Zaczęła życ, żyć dla siebie, mysleć tylko o sobie. Jeżeli masz czas pomuś o jakimś ulubionym zajeciu. Zdecydowanie nie myś o odesjsiu na własne życzenie wręcz przeciwnie pomyś, że ktoś zły chce abyś tak właśnie postąpiła. Czy pomagałabyś komus kogo nie lubisz, kto jest zły, okrutny a moze nawet jest przyczyna twojego smutku, przygnebienia, nieszczęścia. Pokaż mu ,ze jesteś od niego silniejsza, ze on cie nie pokona zacznij się uśmiechac. na poczatku będzie to trudne, ale rób to na siłę co raz częściej i więcej. Zauwazaj wokół siebie dobre strony. Pomyś, że sa w tym samym czasie ludzie, którzy oddali by wszystko aby żyć a wyrok na nich zapadł. Sa nieuleczalnie chorzy oni chca żyć ale nie moga. Ty możesz wię ży, idz do parku, do kina, do sklepów, nad rzekę moze do sąsiadki. Nie masz z nia dobrych kontaktów to nic poprawią sie nie zamykaj się na innych. Bądź aktywna. Moze masz jakieś zdolności moze malujesz, albo robisz na drutach. Pomyśl ile mozesz w życiu zrobić nie trac go na przygnebienie i smutek.
Napisałam list do Ciebie, ale tak naprawde to wszystko chciałabym ja również usłyszeć.
Zyj i korzystaj z dnia.
Ewa
~gość
- 18:22 29-05-2009
Podobnie jak Ty cierpię na depresję. Nie znam Cię, ale szkoda mi Ciebie, dobrze Cię rozumiem. Po przeczytaniu Twojego listu nie mogłam się powstrzymać aby do Ciebie nie napisać. radzę Cię abyś zmieniła swoje życie, spawiła sobie jakąś przyjemność. Zaczęła życ, żyć dla siebie, mysleć tylko o sobie. Jeżeli masz czas pomuś o jakimś ulubionym zajeciu. Zdecydowanie nie myś o odesjsiu na własne życzenie wręcz przeciwnie pomyś, że ktoś zły chce abyś tak właśnie postąpiła. Czy pomagałabyś komus kogo nie lubisz, kto jest zły, okrutny a moze nawet jest przyczyna twojego smutku, przygnebienia, nieszczęścia. Pokaż mu ,ze jesteś od niego silniejsza, ze on cie nie pokona zacznij się uśmiechac. na poczatku będzie to trudne, ale rób to na siłę co raz częściej i więcej. Zauwazaj wokół siebie dobre strony. Pomyś, że sa w tym samym czasie ludzie, którzy oddali by wszystko aby żyć a wyrok na nich zapadł. Sa nieuleczalnie chorzy oni chca żyć ale nie moga. Ty możesz wię ży, idz do parku, do kina, do sklepów, nad rzekę moze do sąsiadki. Nie masz z nia dobrych kontaktów to nic poprawią sie nie zamykaj się na innych. Bądź aktywna. Moze masz jakieś zdolności moze malujesz, albo robisz na drutach. Pomyśl ile mozesz w życiu zrobić nie trac go na przygnebienie i smutek.
Napisałam list do Ciebie, ale tak naprawde to wszystko chciałabym ja również usłyszeć.
Zyj i korzystaj z dnia.
Ewa
~samotna
- 19:47 29-05-2009
czesc dziewczyny.Moje życie to jeden wielki bałagan cały czas spotykają mnie same przykrości i zastanawiam się jak długo jeszcze ta zła passa potrwa,więc na siłę szukam sobie zajęcia bo inaczej już dawno załamałabym się psychicznie.NIC MI SIĘ JUŻŻŻŻ NIE CHCE POPROSTU ŻENADA
Franco
- 13:46 06-06-2009
Wiek nie gra tu żadnej roli, na depresję można zachorować w każdym wieku.Niestety choroba ta ma to do siebie że powoduje całkowita bezsilność.Proponuję udać się do psychologa, a najlepiej do dobrego psychiatry, który wraz z psychologiem na pewno pomogą powrócić Ci do życia.
Pozdrawiam i mam nadzieję ze wyleczysz się, bo życie mimo wszystko jest piękne....
Franco
- 13:53 06-06-2009
Niestety tego nie da się przetrwać. To że Cię bije, jest niedopuszczalne, a dla Ciebie powinno być ostatnim sygnałem do odejścia. Jeżeli Twój partner nie chce słyszeć o leczeniu, - to jak jest ta jego miłość?
Uczucie jakim go darzysz nie może przesądzić o Twoim życiu, które za x lat może się okazać jednym wielkim koszmarem, może się również okazać ze w dowód miłości, tak Cię pobije że zostaniesz kaleką.....zastanów się i spróbuj przemówić mu do rozsądku,-jeżeli nie posłucha, - mimo wszystko odejdź.... />
Pozdrawiam i mam nadzieję że Twój partner przejrzy na oczy i zrozumie, ze alkohol nie może być ważniejszy od człowieka, a tym bardziej od osoby, która go kocha.
Franco
- 13:57 06-06-2009
Zgłoś się jak najprędzej do poradni zdrowia psychicznego.
Tylko wizyta u psychiatry, który dobierze Ci odpowiednie leki, w połączeniu z ewentualną pomocą psychologa, pomogą Ci powrócić do życia,-czego Ci szczerze życzę
Franco
- 14:06 06-06-2009
Nie przepraszaj. To nie Twoja wina że zachorowałaś. Szkoda że przez tyla lat cierpisz, nie znajdując wsparcia.Radzę Ci z całego serca, poszukaj dobrego psychiatrę i ewentualnie psychologa. Pomóż sobie, pozwalając by inni Ci pomogli. Wiem jak ciężko jest samemu zdecydować się na wizytę w PZP, ale tylko w ten sposób możesz powrócić do zdrowia.Uwierz mi jesteś warta tego by żyć, i cieszyć się życiem, masz dzieci, - pozwól im zobaczyć matkę uśmiechnięta, która nareszcie może pokazać im jak je kocha. Praca - owszem jest bardzo ważna , ale gdy zabraknie zdrowia, - pracy nie będzie.....
Podczas leczenia przysługuje Ci zwolnienie, będziesz więc miała na życie.
Uwierz mi - życie jest warte tego by przeżyć je w całości jaka jest dla nas przeznaczona
Franco
- 14:12 06-06-2009
Dodam jeszcze tylko, że nie powinnaś żałować utraty znajomych, bo ile są warci ludzie którzy odwracają się od znajomych dlatego, że Ci zachorowali?
Poznasz jeszcze wielu ludzi w życiu i mam nadzieję że będą oni więcej warci od tych, którzy się od Ciebie odwrócili
~aga
- 10:29 10-06-2009
Do Justicae. Jesteś wspaniała.Obralaś dobry kierunek . Pozdrawiam. Pa. aga
~Kasiula
- 17:00 11-06-2009
Stany depresyjne przed okresem to już u mnie normalka,ale najgorsze są stany lękowe-no nie wiadomo skąd to się bierze.Z 10 lat temu miałam tak silne,że wezwałam pogotowie-po zastrzyku mi przeszło.Teraz są słabiutkie,ale są.Niech ktoś mądry mi poradzi jak je można wyeliminowac,albo chociaż jak z nimi sobie radzic.
~gość
- 18:19 22-06-2009
Pierwszy raz jestem na tym forum, a powinnam chyba dawno tu zajrzeć. Moje życie to męczarnia. Męczę się sama ze sobą. Ta sytuacja trwa od kilku lat, ale teraz jest coraz gorzej. Wszystko zaczęło się chyba od tego, jak dowiedziałam się, że moje dziecko jest opóźnione w rozwoju. Myślałam, że minie jakiś czas i dojdę do siebie, ale niestety jest coraz gorzej. Na męża liczyć nie mogę, ciągle się kłócimy. Jestem strasznie nerwowa, nic mnie nie cieszy, chciałabym zniknąć i już nic nie czuć.
~adelina
- 20:05 28-06-2009
rozumiem cię,mam to samo
~Daisy
- 21:05 30-06-2009
Hej wszytkim. Powiedzcie co robić? Zaczęły mi się straszne problemy w pracy. Takich nigdy nie doświadczyłam. Najdziwniejsze jest to, że popełniam radykalne błedy, z których nawet trudno jest mi się wytłumaczyć. Nigdy nie zdarzyła mi się taka sytuacja. Do tego mam wrażenie, że nikt mnie nienawidzi, bo rzeczywiście mało ludzi ze mną rozmawia, a zaczęło się wszystko od tego, że moja współpracowniczka zaczęłamnie dziwnie atakować, nie traktowała mnie równo tylko jakby była szefem. Czuje dziwną obojętność po przeżytych kłótniach i skargach i rozmowach. Czułam straszne załamanie psychiczne, ale jakoś to przetrwałam,ale co się ze mną dzieje teraz? Mam wrażenie,że jestem do niczego i że wszyscy sa przeciwko mnie. Ponadto podciętomi strasznie skrzydła, a ja cały czas w tym stanie trwam i pracuje i robie błedy, a zawsze uchodziłam za dobrego pracownika i takie równiez miałam o sobie mniemanie. Teraz nagle to się zmieniło diametralnie. Pomóżcie, czy ktoś to przeżył? Czy ja jestem chora?czuję bezsilność.
eveline
- 15:19 05-07-2009
Witam wszystkich.Chciałabym napisać o tym co mnie zadręcza ale od początku. Do niedawna czyli jeszcze jakieś 2 miesiące temu byłam optymistką w każdym tego słowa znaczeniu, zawsze potrafiłam znależć wyjście z sytuacji, miałam wielu przyjaciół i kochanego chłopaka a teraz czuję, że stoję nad jakąś przepaścią...wszystko zaczęło się od przeprowadzki, wcześniej mieszkałam w dość małym mieście i wyjechałam na studia do dużego ale świetnie się zaklimatyzowałam znalazłam przyjaciół i wszystko było by pięknie gdyby nie śmierć mojej mamy męża wtedy postanowiliśmy razem z moim rodzeństwem że mama przeprowadzi się do nas bo moi dwaj starsi bracia też mieszkają w tym samym miescie co ja. Taka też zrobiliśmy, sprzedaliśmy stare mieszkanie kupiliśmy nowe,inne niż tamte ktore było, mniejsze ale jakoś mi to nie przeszkadzało do czasu, jeszcze w międzyczasie robiliśmy remont, ktory ciągnął się w nieskończoność i cały czas trzeba było zwracać ekipie na wszystko uwagę horror po prostu!!!Ja oczywiście chciałam we wszystkim uczestniczyć i musiałąm być przy podjęciu każdej nawet najmniejszej decyzji, w tym czasie jeszcze studiowałam i przygotowywałam pracę magisterską oprócz tego chodziałam na dodatkowe zajęcia z ang itd. Jak już cholerny remont się skończył, przez jakieś pół miesiąca było dobrze a póżniej się zaczęło od tego że przestałam dobrze sypiać, każde nawet najmniejsze szmery mnie wybudzały i denerwowały, nie mogłam skupić się na pisaniu pracy a oprocz tego dopadły mnie myśli, że ta przeprowadzka to był zły pomysł bo widziałam, że moja mama chodzi po kątach i popłakuje, nie może sobie znależć miejsca, nie odnajduje się po prostu w dużym mieście. Doszło do tego że miałam straszne ataki histerii kiedy nikt nie umiał mnie uspokoić, prawie bez przerwy płakałam no i ten brak snu to trwało tak ok 3 tygodni. Po tym czasie po rozmowie z moją bratową ona mi powiedziała że chyba mam depresję i dała numer do znajomej pani psychiatry. Poszłam na to spotkanie i pani zaleciła mi pobyt w szpitalu na obserwacji gdzie miała mi rzekomo podać tylko środki nasenne tak żebym odespała wszystko. Tak też moja rodzina właściwie zadecydowała żebym tam poszła bo ja z jednej strony byłam obojętna z drugiej miałąm jakieś opory i w końcu tam wylądowałam. Zaczęłam dostawać jakieś kosmiczne dawki leków nie tylko nasennych!!po rozmowie z moją rodziną po dwóch dniach tam mówiłam im że nie chce tam wracać ale oni stwierdzili, że tak będzie dla mnie lepiej to wróciłam pobyt był krótki zalediwe tygodniowy i jeszcze na weekend miałam przepustkę ale teraz nie mogę sobie z tym poradzić, z tą myślą, że tam byłam, że się na to zgodziłam chociaż wtedy naprawdę nie myślałam o tym ten sposób. Po wyjściu ze szpitala dostałam jakieś leki ale ich już nie wzięłam bo miałam chyba wszystkie skutki uboczne jakie były możliwe. Po tym zaczęły się problemy z koncentracją nie mogłam normalnie przeczytać gazety, traciłam wątek w rozmowie o nauce nie było mowy!!!więc zawaliłam i studia bo nie podeszłam praktycznie do sesji, praca też nie napisana. Od póltorej miesiąca więcej siedzę w domu rzadko gdzieś wychodzę, moja rodzina się ode mnie odwróciła, jeden brat w ogóle się do mnie nie odzywa, a drugi ma do mnie jakieś pretensje o tą przeprowadzkę i że zamiast wybudować dom tak jak on chciał to kupiliśmy jak to on określił "rozpadającą się norę"(tego akurat dowiedziałąm sie wczoraj na "rodzinnym grillu"!!!!)Przez to wszystko coraz częściej kłóciłam się z moim chłopakiem i po tym jak w jakiejś kłótni zaczął mówić do mnie że jestem nienormalna i żałosna to nie wytrzymałam i rozstałam się z nim to się stało kilka dni temu...Od jakiegoś czasu chodzę na spotkania z paną psycholog/psychiatrą ktora też mi zaleciła leki ktorych ja się tak bardzo boję, tego że znowu będe taka zagubiona i będę miała problemy z pamięcią i koncentracją bo teraz jest z tym trochę lepiej ale nadal płaczę bez powodu albo wpadam w złość, do tego dalej żle sypiam, zazwyczaj zasypiam o 2-3 nad ranem i śpie gdzieś do 8-9. Jest żle i koszmarnie w dodatku strasznie tęsknię za moim starym miastem, za tym jak tam było bezpiecznie,a tutaj gdzie jestem teraz nie mogę się już odnależć pomimo, że wcześniej bardzo mi się to miasto podobało i świetnie się czułam ale teraz juz nic nie jest takie samo...probowałam rozmawiac z moja mama o tym zeby moze wrócic do naszego starego miasta bo ja czuje ze to postawiło by mnie na nogi, ze tam jakos doszłabym do siebie ale ona tylko stwierdziała ze "nie bedzie teraz z siebie robic wariatki".Ja wiem ze gdyby ona mnie o to poprosiła to stanęłabym na głowie dla niej zeby to zrobić żeby tylko dla niej było jak najlepiej, ta cała przeprowadzka była tylko dla niej, żeby była bliżej swoich dzieci i nie była tam sama. Nie wiem czemu ona ma takie podejcie do mnie, teraz czuję już tylko że ją zawiodłam i że jestem nic niewarta dla mojej rodziny...mam juz tego wszystkiego serdecznie dość zaczynam widzieć tylko jedną drogę wyjścia z tej sytuacji...ciągle nie wiem czemu mnie to spotkało, ciągle nie mogę się z tym pogodzić...jestem taka bezsilna i słaba i ciągle myślę że gdybym się bardziej postarała to zdałabym te studia i napisała tę pracę ale nie miałam siły wtedy teraz czuję że mam jej jeszcze mniej...najlepiej byłoby zniknąć i wreszcie mieć spokój i nie myśleć o tym wszystkim...
~aga
- 22:21 16-07-2009
Jest bardzo cięzko
beata000
- 11:53 18-07-2009
Jakbym czytała o sobie.Dziś na więcej mnie nie stać,ale jeszcze się odezwę...Serdecznie Cię pozdrawiam Abi.
lucky-luck
- 20:37 27-07-2009
Witam
Choruję na depresję ...właściwie stwierdzono u mnie chorobę afektywną
dwubiegunową, w 2007 roku.Aktualnie mam kolejny epizod
depresji..wywołany wielkimi stesami w życiu
( problemy religijne -jestem świadkiem Jehowy -grozi mi 2 wykluczenie,
problemy z pracownikami i lęk przed nie poradzeniem sobie w biznesie, 2
związek z kobietą ,która mieszka odemnie 200 km i rozumie moją chorobę,
ale nie wiem jak to będzie dalej w życiu-czy sobie poradzimy ,skoro ja
zapadam raz po raz na depresję a Ona też do najsilniejszych psychicznie
nie należy.( jestem od 3 lat po rozwodzie, ona -rok po rozwodzie); po
prostu cykl nieszczęść)Powinienem rozwijać Firmę -lubię to - ale przy
wieeelkim stresie sobie nie radzę i wpadam w depresję. Mój mózg
aktualnie zareagował depresją-padłem na kilka dni , nie byłem wstanie
funkcjonować - biorę effectin i do tej pory brałem także suplementy
typu:ALVEO, NONI, WAPŃ , MAGNEZ OMEGA3-. Same suplementy jednak nie
wystarczyły i zmuszony byłem powrócić do effectinu.
PYTANIE: CO SĄDZICIE O STOSOWANIU LEKU 5 HTP??? , OTO LINK :
http://www.allegro.pl/item694617486_5_htp_50mg_60kaps_serotonina_odchudz anie_stres.html
WOLAŁBYM BRAC COŚ NATURALNEGO NIZ FASZEROWAĆ SIĘ PSYCHOTROPAMI
PODOBNO SEROTONINA TO PODSTAWA -ABY NIE WPADAC W DEPRESJĘ !!! DORADŹCIE
MI- a moze JEST SEROTNINA W TABLETKACH ?
Będę wdzięczny za szybki odpis
Luck
lat 33
~To Ja
- 21:59 31-07-2009
Bardzo łatwo doradzić: idź do lekarza! Tylko jak i gdzie? Naprawdę wszyscy mieszkacie w mieście? Wyprowadziłam się na koniec świata - tu nie ma nic. Poza tym skąd kasa na leczenie? Wiem, że sama się nie pozbieram. Mój mąż wierzy w "weź się w garść". Nikogo innego nie mam, bo po wyprowadzce się wszystkie znajomości rozmyły (za daleko się zrobiło na regularne kontakty). Kasy też ciągle brakuje, więc jak zapłacić za lekarza i paliwo? I co w czasie terapii zrobić z dzieckiem (przedszkole jest dość krótko czynne a ode mnie wszędzie jest daleko dojechać. Wiem, że byłoby im (mężowi i dziecku) lepiej beze mnie ale nie mam się gdzie podziać. Mam 34 lata a mam wrażenie, że już się nic ciekawego nie wydarzy. Wszystko już się skończyło. A statystycznie jeszcze taki szmat życia mi został do przetrwania. Wstaję rano i z utęsknieniem czekam do wieczora, żeby iść spać. A rano od nowa. Nie ma to większego sensu.
Rufin
- 08:17 02-08-2009
Problemy o których piszesz są do pokonania, pytanie tylko czy chcesz z nich wyjść naprawdę? Nie mieszkamy na biegunie północnym i zawsze można dotrzeć do celu np, rowerem, stopem lub autobusem a co do lekarza na pewno w przychodni lekarskiej jeśli nie ma na miejscu psychiatry lub psychologa to dostaniesz do nich skierowanie...trochę więcej wiary w swoje możliwości,działaj,pozdrawiam i powodzenia.Zajrzyj tu http://www.pomozsobie.home.pl może tam znajdziesz jakąś motywację do działania.
http://www.pomozsobie.home.pl
~majka
- 15:35 11-08-2009
czytajc twoja refleksje oniemiala to moje zycietylko koncowka jest inna.Moze dlatego ze ja na swej drodze spotkalam madrych ludzi.Lecze sie nadal jest czasami ciezko ale nikt powiedzial ze bedzie lekko.Nie wolno ci myslec o najgorszym naucz sie cieszyc chwilami.Proponuje ci przeczytac ksiazki zaczelabym od ;;POTEGA PODSWIADOMOSCI;; ZACZELAM UPRAWIA JOGE czasami zmuszam sie organizm sie buntuje wstajena czworaka po scianie.Ale musze ja mam dwoch synow i wspanialego meza.Ja mam42 lata kiedy moj organizm odmowil pokarmu moja mama karmila mnie dzialala namnie jak najlepsze lekarstwo.Bezwzgledu jakie jestesmy czy wesole czy smutne jestesmy potrzebne swoim dzieciom.WIEC PAMIETAJ oni zawsze by pamietali o tobie pozbac sie zlych mysli.Dopoki zyjemy możemy wiele jeszcze zrobic ale najwazniejsze żebysmy zrobili cos dla siebie WIEC WARTO ZYC
~ewa
- 17:33 11-08-2009
to trudne ale zmus do leczenia do szczerej rozmowy,ja przezyłam to......
~Monia
- 21:57 11-08-2009
mam to samo sama nie wiem co mam robic zycie moje jest bardzo trudne
~Monia
- 22:02 11-08-2009
Chcialabym sama sobie z tym poradzic ale jak to jest silniejsze odemnie
~Ela
- 22:30 11-08-2009
Ja juz sama nie wiem co mam robic boje sie wszystkiego nie wychodze na dwor unikam kontaktow przyjaciele niby w okol mam ale nie mam ochoty z nimi rozmawiac mam dosyc wszystkiego jak to zmienic
~ela
- 14:26 18-09-2009
Rozumiem cię.Mi też nigdy nie było łatwo,a wydarzenia ostatnich 10 lat spowodowały,że wpadłam w głęboką depresję.
mam 45 lat,dwóch dorosłych synów i nagle nie wiem co mam ze sobą zrobić.Nie wiem kim tak naprawdę jestem i czego chcę.Jako dziewczynka byłam bardzo rezolutna , wrażliwa i ufajaca Z czasem to wszystko ulegało zmianie, że czasem nie poznaję samej siebie.A może dostaję na głowę - nie wiem.biorę psychotropy i wuiem tylko tyle że dzęki nim chodzę do pracy i zaczynam dbać o dom ,syna i siebie.
Tak po krótce o mnie:wychowywałam się w domu, w którym , jak tylko skończyłam 11 lat były ciągłe awantury między rodzicami, którzy zrobili sobie ze mnie powiernika,psychologa itp.nie mogłam tego znieść, opuściłam się w nauce i tylko cud sprawił,że nie zaczęłam ćpać.nabawiłam się nerwicy wegetatywnej- jak się później dowiedziałam. wcześnie wyszłam za mąż bo wydawało mi się,że mój maz jest super ideałem i moim wybawcą. Tak się jednak nie stało bo się rozpił. zawsze lubił wypić ale ja nie wiedziałam co znaczy - alkoholizm. molestowanie psychiczne, a czasem i fizyczne...itp itd-kto ma lub miał alkoholika w domu wie o co mi chodzi.Chodziłam 1,5 roku do Al- anon i to on dał mi siłe żeby zacząć myśleć o sobie i o dzieciach a nie o nim.W międzyczasie zachorowałam i miałam operację.doszłam do siebie, zmarła moja babcia a potem ojciec.A po roku zachorowałam na niuleczalną chorobę i po pobycie w szpitalu wpadłam w depresję.zaczęłam brać leki. Walka z mężem nadal trwała, aż dowiedziałam się,że ma kochankę -i wniosłam o rozwód.Równocześni młodszy syn też zaczął leczyć depresję i powiedział mi że jest gejem.Starszy syn lubi alkohol, nie mogłam tego znieść, więc wyprowadził się i mieszka w wynajętym mieszkaniu z trójką kumpli.Przychodzi co weekend, zawsze wczorajszy- lecący alkoholem a ja nie mam już siły o niego walczyć.Mam pracę, której nie lubię ale nie mam wyjścia, chociaż czasem mam ochotę zropbić coś głupiego. olać wszystko- zwłaszcza gdy wszystko mnie boli. Gdy już nie mogę wytrzymać, wchodzę do kościoła- jak nikogo w nim nie ma lub jest mało ludzi, klękam i wpatruję się w obraz Jezu Ufam Tobie i przychodzi ukojenie.Może to dziwne ale tak jest z tego obrazu bije ogromna siła, energia.Doświadczyłam tego i wiem ,że jest to nie do wiary ale tak właśnie jest.Oprócz terapii trzeba znależć żródło szczęścia w sobie.
~jola
- 13:49 08-10-2009
Cześc chcialabym z Toba porozmawiac na gg ,może powspieramy sie ,ponarzekamy ,będzie latwiej.Co otym sądzisz pozdrawiam .jola
~gość
- 13:55 08-10-2009
czesc odaj ja na leczenie alkocholowe po leczeniu do psychologa to ona juz bendzie wiedziala sama co dalej zrub to szybko
Paikea
- 15:06 08-10-2009
Eveline, nie przejmuj się, znam osoby które przez wiele lat nie kończą studiów, ale w końcu się uda - najważniejsze, żebyś powoli odbudowała spokój wewnętrzny, pewność siebie i radość. Czas wszystko zmienia, na pewno znajdziesz wyjście z sytuacji. Nie przejmuj się złymi decyzjami - na pewno czemuś służyły, może dopiero potem to dostrzeżesz.
Do wszystkich na tym forum - pozdrawiam Was serdecznie, nie poddawajcie się i walczcie o swoje szczęście.
~jola
- 23:26 08-10-2009
Ja cierpie na depresje od dawna,teraz mam 48 lat ,jestem po rozwodzie .Wydawało by się ,ze osiągnęłam wiele ,bo po odejściu od meża zrobilam mature-po 24 latach od ukonczenia Liceum ,a wiec sukces,wywalczyłam mieszkanko od urzedu miasta ,znalazlam prace,poznałam sympatycznego faceta z ktorym jestem juz 4 lata i moge na niego liczyć.Mam 2 dzieci ,corkę juz męzatkę ,oraz syna 20latka.corce sie dobrze powodzi ,ma dobrego meza i malutka 2 letnia córeczkę,Syn mieszka ze mną ale ciagle z nim sa problemy ,nic mu sie nie chce robic ,ani szkoly ,ani pracy ,powiedzialam ze bedzie mieszkam z ojcem ,czego on oczywiscie nie chce ,ale ja juz podjełam decyzje ma kilka dni ,albo w tą albo.....syn obarcza mnie wina ,mówi wychowałem sie w patplogicznej rodzinie,i dlatego taki jestem,oczywiscie ,były z num klopoty od podstAWOWKI ,kradzieze pieniedzy , mojej biżuteri ,wąchanie kleju,leki,grzybki halocygenne,teraz marychuana,pic alkoholu nie pije ,ale byl w osrodku dla narkomanow ,w roznych szpitalach,totalnie mnie to rozwaliło,córka mimo ze ukonczyla anglistyke,a teraz konczy nastepne studia,czesto ma objawy nerwicy ,lęki ,i wtedy dzwoni do mnie lub przyjezdza .ja staram sie jej pomodz ,ale wtedy odzywa sie moja nerwica,mam ból głowy ,skurcze zoladka ,jest mi niedobrze ,mam biegunke,brak mi tchu,chcialabym sie schowac ,uciec ,ale jestem matką ,cierpie ztego powodu ,Powiedziałam mojej rodzinie o tym jak na ich obecnosc reaguje,a oni mowia ze tego nie akceptuja.....Mówia ,tak masz dobrze ,ładne mieszkanie ,spokoj ,prace,,i wes sie za siebie,maluj......bo ja maluje czasm obrazy olej na płotnie ,tyle ze po pracy jestem zmeczona i nic mi sie nie chce.a oni swoje mam dosys,mam poczucie winy ze nie jestem taka jaką by chciano mnie widziec .Robie co moge chodze do psychologa,biore leki ,ale czuje sie słaba .amoja corka pyta sie ,mnie czy moze przyjechac ,a mnie od razu łapie skurcz żoładka......powtarzam sie.A od 15 ucze sie jogi,mam nadzieje ze to cos da ,jak kazda kolejna proba aby zając czymś umysl.
~mona
- 09:18 26-10-2009
czesc ja pracuje na oddziale psychitrycznym i czesto spotykam sie z depresja. Mysle ze nie nalezy lekcewazyc pierwszych objawow ,poniewaz to samo tak nie przejdzie. Objawy sie nasilaja i prowadza do ciezkich depresji z tendencjami samobojczymi. W poradniach psychiatrycznych tez mozna znalezc dobrych specjlistow .PROSZE WAS NIE LEKCEWAZCIE DEPRESJI,POZWOLCIE SOBIE POMOC!!!!!!!!!
~lili
- 22:25 19-11-2009
Miałam podobny problem,mi pomógł pies,którego codziennie trzeba dwa razy wyprowadzić na spacer.Pies pomaga odwrócić uwagę na nie skupianiu się na sobie.I jeszcze jedno ,dużo zajęć i skupienie się na zrobieniu sobie choć jednej drobnej przyjemności.Z depresją borykałam się przez wiele lat i dopiero przewartościowanie moich potrzeb zmieniło mi życie! Na to trzeba trochę czasu ale mi to pomogło.Cierpliwości i powodzenia!
~lili
- 22:34 19-11-2009
Koniecznie mów mężowi co się z Tobą dzieje.Do lekarza trzeba pójść jak najszybciej,bo leki też są potrzebne .Wszystko z czasem cofnie się i jak ja będziesz mądrzejsza jeszcze o takie doświadczenie, które jest bardzo powszechne! To naprawdę przemija!
~gosc
- 21:15 05-12-2009
witaj,mam 29 lat od 5 lat choruje na depresje jestem po probie samobojczej szkoda tylko ze nie udanej,lecze sie jestem pod opieka psychiatry,wolam do niego glosno POMOCY ale on nie slyszy,przyjmuje leki psychotropowe,przez jakis czas byl spokoj ale znowu sie zaczyna te cholerne mysli samobojcze,boje sie ze dojda do skutku!!!bylem w szpitalu psychjatrycznym i co nic sie nie zmienilo,szczerze to boje sie sam siebie!!jestem zonaty mam 2 dzieci,i tylko slysze masz dzieci masz dla kogo zyc ale do mnie to nie dociera,najgorsze jest to ze gdy mysle o smierci to odczuwam wewnetrzny spokoj,ja potrzeboje rozmowy,!!nawet nie wiem do kogo pisze zaczynam szukac pomocy w internecie bo ja juz nie wiem gdzie szukac
~gosc
- 21:25 05-12-2009
czesc wiec mi pomoz!!!!mam 29 lat jestem zonaty mam 2 wspanialych dzieci,od 5 lat choruje na ciezka depresje tzn.jestem po probie samobojczej,trafilem do szpitala psychjatrycznego w SWIECIU,obecnie jestem pod opieka Wojewodzkiej Przychodni Zdrowia Psychicznego w Bydgoszczy moim lekarzem jest psychjatra,wolam glosno pomocy mysli samobojcze sie nasilaja ale on mi przepisuje same leki i to wszystko,ja wiem ze predzej czy pozniej to zrobie,nikt nie slyszy wolania POMOCY,teraz pisze nawet nie wiem do kogo,ja po prostu chce byc potrzebny,podal bym ci nr gg.ale nie wiem czy to dobry pomysl
~mona
- 20:35 08-12-2009
czesc jestes mlodym czlowiekiem , musisz koniecznie szukac pomocy. Moze musisz poszukac innego lekarza , i jakiegos dobrego psychologa. Wierz mi wiem co czujesz. Wiem ze to nie sa blache sprawy a lekarze podchodza do sprawy rutynowo. Nie wiem jakie masz wsparcie w rodzinie , bo to tez jest wazne. Najbardziej niepokoi mnie to ze podjales proby sambojcze , ale wszystko jeszcze przed toba mozesz z tego wyjsc.Jak mozesz to napisz jakie leki bierzesz. W trudnych chwilach mysl o dzieciach im to najbardziej jestes potrzebny. Znam ludzi ktorzy z tego wyszli i nie jest to niemozliwe.POZDRAWIAM JESZCZE ZAGLADNE.
~mona
- 15:30 27-01-2010
szkoda nikt się nie odzywa :( no nic dalej zaglądam i czekam na jakąś odpowiedz.
~mona
- 15:33 27-01-2010
Drogi"gościu" odezwij się proszę , jak zaglądasz na to forum.
~Dawid
- 09:00 08-02-2010
Polecam depresja.wroclaw.pl
~MONIKA8711
- 12:25 11-03-2010
Nie wiem co mam zrobić
Jestem ze swoim facetem 4 lata, on w tej chwili ma 24.
Było cudownie, jeszcze w listopadzie były marzenia , pragnienia, cele. Tak chcieliśmy ze sobą zamieszkać. Słyszałam Jego śmiech.
A teraz głucha cisza.
Powiedział, że nie jest szczęśliwy, w ogóle nie jest szczęśliwy, nic nie czuje, nic go nie cieszy, nie uśmiecha się, nie wychodzi z łóżka, nawet umyć mu się nie chce, o zbliżeniu nawet mowy nie ma. Nie cieszy się jak mnie widzi, nie tęskni, bo myśli tylko o tym, że wszystko jest straszne, smutne i ponure. Mówi, ze już nie ma siły z tym walczyć. Ze to "coś" go pokonało. nie może spać, budzi się w nocy i jest cały czas zmęczony.
Mówi że czuje się jakby w środku był "związany łańcuchem". Nie potrafi okazywać uczuć, rozmowa doprowadza go do płaczu, jest strasznie. A ja jestem przerażona. Staram się tak bardzo, przytulam całuję, mówię, dużo do niego mówię, chcę by choć na chwilę o tym zapomniał. Mówi, że mnie nie kocha, ze czuje tylko pustkę w sercu i smutek. A ja tak bardzo go kocham.
Proszę, o radę. Co ja mam robić?! Jak się zachowywać? Być przy nim czy się z nim rozstać?. Co mogłoby mu pomóc?
~mona
- 16:29 23-03-2010
Moniko jest to dla ciebie na pewno bardzo trudne , ale ja myślę ze to depresja. Namów go na wizytę u psychiatry , bo z tego co tu czytam to bez leków nie bardzo już można coś zrobić. Naprawdę można pomoc twojemu chłopakowi. Nie bójcie się psychiatry i leczenia . Wszystko jeszcze jest do odbudowania . Pozdrawiam .
~gość
- 21:03 28-03-2010
witaj doskonale cię rozumiem też mam ten problem z mężem ale pozbylam się w końcu intruza z domu ,dopadla mnie depresja leczę się i wierzę ,że z tego wyjdę a przynajmniej mam spokoj w domu i śpię w końcu tobie też radzę to samo trzymaj się
~mona
- 09:33 29-03-2010
tak tylko w tym przypadku to akurat jemu trzeba pomóc bo to nie jest jego wina że go to dopadło .....raczej to on ma depresję ...nie można tak kogoś od razu skreślić
~gość
- 17:41 01-04-2010
myśle że nie powinnaś śię poddawać znaleść jakieś dobre hobby i przedewszystkim słuhać muzyki uspokajającej coś wtym stylu "jose gonzales heartbeats 2" zamknij oczy i zacznij sobie wyobrarzać coś co kiedyś cie cieszyło wracaj do dawnych lat przypomnij sobie wszystko poczym otwóż oczy i spójz na świat innym okiem ps.(przepraszam za błedy bo jestem dyslektykiem)
gumisie77
- 21:45 19-11-2010
jak mozna odróżnić,że ktos ma zwykłego doła, a ktoś ma prawdziwą depresję? są na to jakieś naprawde sprawdzone sposoby?
~agi
- 12:55 20-11-2010
dół wydaje mi się że jest chwilowym spadkiem nastroju a depresja to dlugotrwałe złe samopoczucie, w moim przypadku było to tak że nagle zaczęłam chudnąć, praca która dawała mi wiele satysfakcji nagle przestała mnie cieszyć, nie widziałam sensu życia,a ponieważ interesuję sie trochę psychologią to po około 2 miesiącach zaczełam się poważnie zastanawiać co jest ze mną nie tak i udałam się do lekarza.
kochani nie obawiajcie się przyjmowania tabletek, jest wiele leków antydepresyjnych nowej generacji, kuracja u mnie trwała około roku, dopiero wtedy lekarka zdecydowała że mogę pomału zmniejszać dawkę,nietety leki tego rodxzazju uzależniają ale można bezpiecznie wyjść poprzez zmniejszanie dawki i przede wszystkim nie przerywajcie kuracji po 3 czy 4 miesiącach, bo po takim okresie poziom serotoniny nie wyrównał sie jeszcze w mózgu dlatego nie widać poprawy, to jest długotrwały proces
pozdrawiam wszystkich chorych
pelikan233
- 21:47 02-01-2011
jak najskutreczniej zachecic chorego na depresje do podjecia leczenia?
pomarańczowa
- 10:12 19-05-2011
cierpiący na depresję , musi zrozumieć że to choroba i trzeba ja leczyć..... nieleczona depresja się pogłębia i jest coraz gorzej tylko......
~gość
- 19:17 27-06-2011
Mam 14 lat i ostatnio, z tego co zauważyłam, mam bardzo kiepski humor. W sumie ciągnie się to od ok. 2 lat. Wylądowałam już u jednego psychologa, z którego w wieku 13 lat zrezygnowałam. Niedawno zostałam skierowana do psychiatry, który skierował mnie na terapię. Psycholog stwierdził zespół zaburzeń emocjonalnych co mnie przytłoczyło. Psychiatra nieco później przepisał mi leki, podejrzewano u mnie depresję, ale jakoś muszę sobie dać radę chociaż nie mam pojęcia jak. Okaleczam się od 12 roku życia i mało jem, mam niechęć do funkcjonowania, zawaliłam pierwszą klasę gimnazjum, atmosfera jest w domu napięta i ciągle komuś z domowników zdarza się wybuchnąć. Miewam myśli samobójcze, ale nauczyłam się z tym żyć, musiałam. Depresja to nie tylko choroba psychiczna dotykająca osoby dorosłe, ale również dotykająca młodzież, jednak dorośli często traktują to jako okres dojrzewania i ten cały młodzieńczy bunt, ale nie rozumieją tego, że my, młodzi mamy swoje problemy niekiedy tak samo trudne jak dorośli, z którymi musimy radzić sobie sami i jest nam bardzo ciężko. Mogę powiedzieć, że chcę się poddać, ale jeśli się poddam pokaże ludziom jak jestem słaba a oni są beznadziejni, nawet nie starają się mnie zrozumieć tylko wygłaszają głośne opinie na mój temat. Chciałabym prosić wszystkich o odrobinę empatii dla osób innych, wyróżniających się, aby oni też poczuli się dowartościowani, bo inny nie oznacza gorszy. Proszę również o zrozumienie i akceptacje. Nie piszę tego, żeby mnie zrozumiano tylko po to, żeby ludzie nauczyli się doceniać każdego człowieka, który jest obok, bo depresję najczęściej wywołuje otoczenie.
Paikea
- 11:52 01-07-2011
[quote=~gość] Mam 14 lat i ostatnio, z tego co zauważyłam, mam bardzo kiepski humor. W sumie ciągnie się to od ok. 2 lat. Wylądowałam już u jednego psychologa, z którego w wieku 13 lat zrezygnowałam. Niedawno zostałam skierowana do psychiatry, który skierował mnie na terapię. Psycholog stwierdził zespół zaburzeń emocjonalnych co mnie przytłoczyło. Psychiatra nieco później przepisał mi leki, podejrzewano u mnie depresję, ale jakoś muszę sobie dać radę chociaż nie mam pojęcia jak. Okaleczam się od 12 roku życia i mało jem, mam niechęć do funkcjonowania, zawaliłam pierwszą klasę gimnazjum, atmosfera jest w domu napięta i ciągle komuś z domowników zdarza się wybuchnąć. Miewam myśli samobójcze, ale nauczyłam się z tym żyć, musiałam. Depresja to nie tylko choroba psychiczna dotykająca osoby dorosłe, ale również dotykająca młodzież, jednak dorośli często traktują to jako okres dojrzewania i ten cały młodzieńczy bunt, ale nie rozumieją tego, że my, młodzi mamy swoje problemy niekiedy tak samo trudne jak dorośli, z którymi musimy radzić sobie sami i jest nam bardzo ciężko. Mogę powiedzieć, że chcę się poddać, ale jeśli się poddam pokaże ludziom jak jestem słaba a oni są beznadziejni, nawet nie starają się mnie zrozumieć tylko wygłaszają głośne opinie na mój temat. Chciałabym prosić wszystkich o odrobinę empatii dla osób innych, wyróżniających się, aby oni też poczuli się dowartościowani, bo inny nie oznacza gorszy. Proszę również o zrozumienie i akceptacje. Nie piszę tego, żeby mnie zrozumiano tylko po to, żeby ludzie nauczyli się doceniać każdego człowieka, który jest obok, bo depresję najczęściej wywołuje otoczenie. [/quote]
hej, chciałam Cię gorąco pozdrowić i prosić, żebyś była silna i mądra tak jak dotąd :) bo tak brzmi Twój mail.
Nie daj się, uda Ci się przebrnąć przez ten czas, który wg mnie bywa najtrudniejszym w życiu i decyduje o naszej osobowości. Nie rań się proszę - nie warto - będziesz potem miała brzydkie blizny, zresztą wiadomo że nie tylko o to chodzi..
Na poprawe nastroju polecam Ci jeden z moich ulubionych filmów - "Biały oleander" - zawsze pomaga.
Trzymaj się ciepło
Gajaa
- 13:28 01-07-2011
A jak pomóc osobie chorej na depresję? I jak rozpoznać depresję u bliskiej osoby?
Moja koleżanka straciła chęć na cokolwiek, jest wiecznie smutna i niechętna nawet wyjść z domu. Nie wiem, jak jej pomóc. Zaproponowałam, żeby poszła do psychologa, ale potraktowała to jak atak na swoją osobę. Nie wiem, jak jej pomóc...